niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 2

Obudziłam się, wyspana ? Nie. W nocy budziłam się kilka razy przez dziwne sny.
- Justin ! Gdzie on jest ? - pomyślałam i od razu zerwałam się z łóżka. Zaczęłam go szukać. Każdy pokój, każdy kąt - nigdzie go nie było. Podeszłam do dużego okna w salonie i w pewnym momencie zobaczyłam postać siedzącą na tarasie. Wyszłam na zewnątrz - tak jak myślałam był to Justin. Ale zaraz ... czy on ma papierosa ?
- Obiecałeś ! - powiedziałam, a nawet krzyknęłam.
Kilka lat temu oboje obiecaliśmy sobie, że nigdy nie będziemy palić papierosów - one mają same negatywne skutki.
- Oddaj - powiedziałam zła. Patrzył się przed siebie, ale posłusznie to zrobił.Kucnęłam i przejechałam papierosem o beton, żeby zgasił się, a peta wyrzuciłam gdzieś w stronę ogrodu.
- Możesz z mną porozmawiać, czy będziesz tak cały dzień tu siedział ? - zapytałam. lecz odpowiedzi nie uzyskałam. Zaczęłam płakać. Usiadłam na zimnej i brudnej ziemi i schowałam twarz w dłonie, ale kątem oka widziałam, że spojrzał na mnie.
- Nie płacz przez takiego idiotę jak ja - powiedział.
- Czemu tak o sobie mówisz ?
- Bo to co się stało wczoraj nie powinno mieć mieć miejsca.
- Jus, ale przecież to nie było nic złego.
- To czemu płaczesz ? - zapytał zdziwiony.
- Bo nie chcę Cię stracić ! Nie chcę stracić kolejnej osoby którą kocham ! - krzyknęłam.
ZARAZ ?! Czy ja powiedziałam, że go kocham ?! Nie ! To nie miało tak być ! Świetnie. Teraz przez moją głupotę na pewno go stracę.
Wstałam i biegłam do pokoju w płaczu. Rzuciłam się na łóżko. Wszystko tak szybko się dzieje.
Nagle poczułam czyjąś rękę na moim barku. Energicznie odwróciłam się i ujrzałam Jusa. Miał łzy.
- Amy, ja ... - jąkał się - ja czuję do ciebie dosłownie to samo. Bałem Ci się o tym powiedzieć. Bałem się, że stracę najlepszą przyjaciółkę przez uczucia.
- Nie wiem co powiedzieć - odparłam zszokowana. Podszedł do mnie przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Spróbujemy ? - zapytał patrząc mi się głęboko w oczy.
- Myślę, że możemy - odpowiedziałam uradowana. Teraz też zaczęłam płakać, ale z szczęścia.

                                                                          *

- To jak cieszysz się ?- zapytałam.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziała ucieszona mama na wieść tego, że jestem z Justinem - Jestem teraz najszczęśliwszą mamą pod słońcem. No, ale szczęśliwa mama musi iść do pracy. Zostawiam was samych, tylko proszę nie uprawia...
- Spokojnie mamo ! - przerwałam jej. Spojrzałam na Justina, który ledwo wytrzymał od śmiechu.
- Dobra, dobra lecę. Dziś nagrywamy kolejne piosenki - powiedziała mama i z ''prędkością'' światła wyleciała z domu.
- No, no. Nieźle oszukałaś mamę - śmiał się Jus.
- Niby kiedy ? - zdziwiłam się.
- No ekhem ... - poruszył brwiami.
- Oj Justin, Justin - powiedziałam całując go w usta - odwzajemnił je, ale namiętniej. Pocałunki przemieniły się w coś więcej. W co ? W to, że wylądowaliśmy w łóżku. Mimo moich próśb przełożenia tego na kiedy indziej, Justin i tak postawił na swoim. Na początku była gra wstępna, a później tylko lepiej. Wszystkie jego ruchy były delikatne, ale energiczne.
Po skończonej ''zabawie'' opadliśmy oboje z zmęczenia. Leżeliśmy jeszcze z godzinę śmiejąc się z różnych dawnych sytuacjach które razem przetrwaliśmy. Nagle nastała cisza, którą przerwałam.
- Kocham Cię - powiedziałam mu patrząc się głęboko w jego brązowe oczy.
- Ja Ciebie też Amy - odpowiedział i mocno przytulił mnie do siebie - Ja ciebie też.

~
Jest rozdział 2 ! Ah, dedykuję go Domie która mnie męczyła. Ale ogólnie według mnie jest słaby - postaram się bardziej w 3. Zapraszam do komentowania i czekania na kolejny !

5 komentarzy:

  1. ŁIIIIII , moje męczenie Cb się opłaca ^^ + czy zawsze jak jest coś dal mnie musi być coś zboczonego ^^ ? :* <3 ŚWIETNY

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww <3 cudownie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. God, jakie to SŁODKIE *-*
    dawaj nast. kochana :*:* <3

    OdpowiedzUsuń
  4. dawaj szybko 3 :D

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham tego bloga i czekem niecierpliwie na nn . Wpadniesz na mojego bloga ; http://u-smile-i-smile-the-story-of-justin.blogspot.com/ :**

    OdpowiedzUsuń